piątek, 25 stycznia 2013

Moda malowana. Niebezpieczne związki

Witajcie!
Ostatnio poświęciłam się obowiązkom studenckim ze szkodą dla "Mody malowanej" - opuściłam aż dwa tygodnie, za co bardzo Was przepraszam. Z tego samego powodu dzisiejszy tekst będzie dość krótki i pozbawiony właściwie odniesień do źródeł z epoki. Zamieszczam za to fragment filmu "Niebiezpieczne związki" z 1988 w reżyserii Stephena Frearsa. Film ten został nagrodzony kilkoma Oscarami, między innymi za najlepsze kostiumy. I właśnie ze względu na kostiumy pozwalam sobie potraktować ten fragment jako kontekst do ostatniego tekstu dotyczącego elegancji króla Stanisława Augusta. Zobaczmy jak mogła wyglądać poranna toaleta osiemnastowiecznych elegantów.



Oczywiście w powyższym fragmencie cały żmudny proces codziennego "szykowania się" przedstawiony został w skrócie - w rzeczywistości zajmował on 2-3 godziny, więc twórcy filmu musieli sporo rzeczy pominąć, a sporo tylko zasygnalizować, aby zmieścić się w dwóch minutach.  Dodam jeszcze, że noszone przez aktorów kostiumy wzorowane są na strojach z lat 50. XVIII wieku i jest to typowa moda à la francaise, w okresie swego największego rozkwitu.

A teraz omówię ów fragment krok po kroku, dorzucając do tego swoje zachwyty i wątpliwości. By zachować chronologię z filmu, omawiać będę na zmianę to, co się dzieje z markizą de Marteuil (w tej roli Glenn Close) i wicehrabią de Valmont (John Malkovich).
1. Markiza "wdzięczy się" do lustra i rozczesuje włosy. Ma na sobie szlafrok narzucony na koszulę (być może nie jest to nawet szlafrok, lecz "negliż", choć negliż wbrew nazwie powinien być zapięty i nie odsłaniać koszuli)
2. Wicehrabia budzi się. Służący przygotowuje mu kąpiel (albo bohater był niezwykle dbającym o higienę mężczyzną, albo twórcy filmu nie chcieli zszokować współczesnego odbiorcy - w osiemnastym wiku codzienne "mycie się" ograniczło się do umoczenia czubków palców w wodzie różanej, kąpieli natomiast zażwano niezwykle rzadko, najczęściej do wody dodawano wtedy specjalne ingrediencje i traktowano ją jako leczniczą bądź "dla urody")
3. Jedna służąca kończy sznurować gorset markizy, druga natomiast pokrywa jej dekolt, szyję (w domyśle także i twarz) bielidłem (zawierało ono biel ołowianą, która nie tylko była niebezpieczna dla zdrowia, ale i dla urody - skóra osiemnastowiecznej elegantki używającej na co dzień owego specyfiku prezentowała się bez niego fatalnie!)
4. Bielidło tym razem nakładane jest na twarz wicehrabiego, który najwyraźniej wygląda bez niego tak źle, iż każe podczas wykonywania makijażu zasłaniać swe oblicze chusteczką. W tym czasie inny służący zajmuje się jego paznokciami.
5. Markiza, w koszuli i gorsecie (zwróćcie proszę uwagę na to, w jaki sposób prezentuje się w nim talia i biust), pozwala założyć na siebie stelaż panier, niezbędny element stroju à la francaise - panier (zwany w Polsce "rogówką") zapewniał spódnicy odpowiednią szerokość i kształt
6. Wicehrabia wybiera odpowiednie pantofle - ubrany jest w szlafrok, noszony zwykle na spodnie culottes i koszulę (spod szlafroka pokazanego w filmie wystają koronkowe mankiety - brawa dla twórców, za uwzględnienie tego szczegółu). W zestawie odpowiadnia czapeczka, noszona zwykle zamiast peruki.
7. Jako zwieńczenie zabiegów kosmetycznych - pachnidło. Pominięto jednak fragment dotyczący układania i pudrowania włosów, oraz stosowania innych kosmetyków - barwiczki, czy czernidła.
8. Wicehrabia wybiera jedną z wielu peruk spoczywających na ozdbnych stojaczkach.
9. Ubieranie markizy w suknię à la francaise. Służące zaszywają suknię na swej pani, przyszywając brzegi otwartego z przodu stanika do bawetu (ozdobnej trójkątnej wstawki, przyszywanej do gorsetu) - dokładnie tak jak czyniono to w osiemnastym wieku.
10. Pudrowanie peruki wicehrabiego z wykorzystaniem specjalnej, stożkowatej maseczki, uwielbianej wprost przez twórców rysunków satyrycznych. Dlaczego jednak bohater jest już całkiem ubrany? W osiemnastym wieku nikt by do tego nie dopuścił - przecież puder mógłby mu pobrudzić jego pięknie haftowany habit à la francaise!
11. Dzieło skończone - możemy podziwiać bardzo udane kostiumy wicehrabiego de Valmont i markizy de Marteuil w całej okazałości.

To tyle na dziś. Ciekawe czy toaleta Stanisława Augusta wyglądała podobnie? Cóż, tego się nie dowiemy, chyba, że ktoś wymyśli sposób na podróżowanie w czasie. Do tego czasu pozostaje nam tylko zdać się na źródła historyczne i własną wyobraźnię, ewentualnie wyobraźnie filmowców, dzięki której często potrafią oni stworzyć bardzo efektowną i realistyczną wizję dawnych epok.

tekst: Zofia Jusiak

środa, 9 stycznia 2013

Skala odcieni szarości

"Inspirujące spotkania" rozpoczęliśmy w 2013 roku od zmierzenia się z zimowym brakiem kolorów. Okazuje się, że na plener nie trzeba nawet wychodzić na mróz - wystarczy widok z okna, szczególnie w Łazienkach!
 
Niemożliwe było jednak całkowite wyzbycie się kolorów. Odłożone na moment wróciły ze zdwojoną siłą i na wielką skalę. 

Seniorów, którzy chcą dołączyć do naszych warsztatów zapraszamy już 23 stycznia do Łazienek! Więcej szczegółów znajdą Państwo tutaj




sobota, 5 stycznia 2013

Moda malowana. Królewska elegancja

Witajcie!
Tydzień temu wspominałam o tym, jak zagorzałym zwolennikiem stroju cudzoziemskiego był Stanisław August. Dzisiejszy post poświęcony będzie właściwie wyłącznie osobie króla, a konkretnie jego powierzchowności i "modowym" zwyczajom. I tutaj znów posłużę się relacjami cudzoziemców odwiedzających Polskę, zebranymi przez Wacława Zawadzkiego.
Zanim przejdę do kwestii stroju, muszę wspomnieć co nieco o cechach fizycznych Stanisława Augusta. Jego twarz oglądać możemy na licznych portretach, ale nie należy darzyć ich szczególnym zaufaniem w tej kwestii - król wolał podobno wizerunki piękne niż realistyczne. Nie znaczy to jednak, że król nie grzeszył urodą. Być może nie odpowiadał w pełni ówczesnym kanonom piękna, jednak większość relacji jest zgodna co do tego, że powierzchowność jego była dość przyjemna. Jacques - Henri Bernardin de Saint-Pierre w 1764 roku pisał, że król ma szlachetną postać, twarz bladą, orli nos, wyraziste rysy, oczy ciemne, o pięknym wykroju, lecz nieco skośne. Podobny opis, tym razem z roku 1778, możemy znaleźć u Williama Cox'a: król polski jest przystojnym mężczyzną o bardzo wyrazistej twarzy, ciemnej cerze, rzymskim nosie i przenikliwym spojrzeniu(...). Najczęściej wskazywanymi niedoskonałościami króla były krótkie nogi, skłonność do tycia i kiepski wzrok. Sam Stanisław August miał zresztą świadomość swoich mankamentów - zawarł je bowiem w autocharakterystyce z 1756, którą przywołał w pisanym pod koniec życia pamiętniku. Brzmiała ona tak: Byłbym zadowolony ze swego wyglądu, gdybym był o jeden cal wyższy, miał nogę kształtniejszą, nos mniej orli, biodra niższe, wzrok bystrzejszy i wydatniejsze zęby.
Nie znaczy to, abym myślał, że z takiemi poprawkami stałbym się bardzo pięknym, lecz że nie pragnąłbym niczego więcej, bo zdaniem mojem mam twarz szlachetną i bardzo znaczącą, ruchy doborowego towarzystwa i cale ułożenie wyróżniające mnie dosyć od innych, abym
wszędzie zwracał na siebie uwagę. Z powodu krótkiego wzroku wydaję się jednak często ponurym i zakłopotanym; ale to nie trwa nad chwilę, a gdy raz minie, miewam raczej zbyt dumną i zaufaną w sobie postawę.    
Cóż, uroda zawsze jest rzeczą dyskusyjną. Mniej wątpliwości budzi zazwyczaj elegancja i dbałość o wygląd. A więc Stanisław August był bez wątpienia mężczyzną zadbanym, eleganckim i modnym, nie tylko w młodości. Oto jak opisał sześćdziesięciojednoletniego króla Fryderyk Schulz: Stanisław nosi zwykle mundur niebieski z czerwonymi wyłogami, rzadziej zielony, a najrzadziej mundur dworski biały z wyłogami czerwonymi. Jeden lub dwa ordery uzupełniają ubranie.(...) Włosy nosi zawsze bardzo starannie ufryzowane i obficie upudrowane. Na ubieranie się potrzebuje dwóch godzin. Ale gdy się ubierze, najwprawniejsze oko nie dostrzeże nic w stroju do zarzucenia. Całe dwie godziny - z naszej perspektywy to niewyobrażalne, żeby mężczyzna szykował się do wyjścia tyle czasu. W dodatku na to, by król prezentował się bez zarzutu, pracował cały sztab ludzi - od fryzjerów i krawców, po zwykłych służących. Podział ról mógłby nieco przespieszyć sprawę. Przypuszczam jednak, że to właśnie odpowiednie ułożenie fryzury mogło trwać tak długo. Warto zaznaczyć, że w przeciwieństwie do wielu sobie współczesnych, Stanisław August nie nosił peruki. Jego naturalne włosy były na tyle bujne, że można był z powodzeniem ułożyć je chociażby w "gołębie skrzydła", a to wymagało skręcenia włosów w pukle za pomocą specjalnego żelazka i bardzo dużej ilości pudru...
    Nie udało mi się niestety dotrzeć do innych, nieco bardziej szczegółowych opisów strojów króla. Wydaje mi się jednak, że najlepszym źródłem, wskazującym na jego upodobania są liczne portrety, pokazujące monarchę w przeróżnych stylizacjach - od stroju domowego, przez ubiory galowe i mundury, aż po kostiumy karnawałowe i historyzujące szaty. A Wam, która z nich podoba się najbardziej? 



tekst: Zosia Jusiak

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy rok wykładowy rozpoczęty


W atmosferze prawie wiosennych roztopów rozpoczęliśmy nowy rok wykładowy dla Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Mgr Krystyna Stasiak przybliżała postać Stanisława Herakliusza Lubomirskiego i założenia jego Łaźni. 
Na widowni Teatru Stanisławowskiego - komplet. Oby tak było przez cały 2013 rok!





piątek, 21 grudnia 2012

Moda malowana. Koniec sporów?

Witajcie!
Jak  już wcześniej zapowiedziałam, dziś zajmiemy się renesansem męskiego ubioru narodowego na przełomie lat 80. i 90. Zostawiłam was z pytaniem: z jakim wydarzeniem ten nagły powrót do tradycji się wiązał? Jeśli uznaliście, że chodzi o Sejm Wielki (1888-1892) to mieliście rację. Gratuluję!
Sejmowi Wielkiemu towarzyszyła atmosfera patriotyzmu, nadziei i swojskości. Pod jej wpływem odżył dawny staropolski patriotyzm, przybrano dawne stroje, młodzież polska zrzuciła fraki, przybrała żupany, kontusze i czamary, wynalazły się starożytne korale, lite pasy i czapki kwadratowe z zielonego aksamitu (urywek wspomnień Józefa Rulikowskiego wybrany z obszerniejszego rękopisu (1731-1792), t.2.). W tej wyjątkowej sytuacji, udało się niektórym połączyć postawę reformatorską (stereotypowo wiązaną ze strojem cudzoziemskim) ze strojem kontuszowym.
Ideał oświeconego, a zarazem wiernego tradycji, patrioty był ucieleśnieniem marzeń wielu, „frakowych” najczęściej, reformatorów polskiego oświecenia. Nie deprecjonowali oni ubioru narodowego jako takiego – chodziło raczej o prezentowane przez jego zwolenników negatywne postawy. O trwającym w środowisku twórców oświeceniowych szacunku wobec narodowego ubioru świadczy powstały w tym okresie dramat pt. "Powrót posła" Juliana Ursyna Niemcewicza. Autor (sam figurujący na portretach w strojach cudzoziemskich) wyraźnie oddzielił anachroniczne, konserwatywne przekonania od faktu noszenia ubioru narodowego. Rzecz dzieje się w roku 1790. Tytułowy poseł,Walery, powraca do domu z obrad Sejmu Wielkiego. Poświęca się on pracy na rzecz państwa, jest poważny, wykształcony i… nosi ubiór narodowy. Podobną postawę prezentuje jego ojciec – Podkomorzy. W dramacie występuje także Starosta Gadulski – ucieleśnienie wad szlacheckich – ubrany rzecz jasna w strój narodowy, oraz krytykująca go żona - Starościna – karykatura egzaltowanej modnisi. Powracający z zagranicy Szarmancki, to z kolei najgorszego rodzaju fircyk, rozrzutny, pazerny i próżny hedonista, ślepo podążający za cudzoziemskimi trendami. Szarmancki próbuje zdobyć serce, czy może raczej posag Teresy - skromnej i dobrej córki Starosty Gadulskiego. Teresa wybiera jednak Walerego – młodzieńca oświeconego i wiernego tradycji.  

B. Plersch

Nie tylko w „Powrocie posła” dostrzec możemy pełne spektrum postaw wyrażanych poprzez ubiór. Modowy misz-masz jaki panował tym czasie w polskim społeczeństwie, uwieczniony został na pięknych, iluzjonistycznych malowidłach zdobiących wnętrze Teatru Stanisławowskiego w Starej Pomarańczarni. Malowidła te, autorstwa najprawdopodobniej Jana Bogumiła Plerscha, przedstawiają loże i zasiadających w nich widzów. Są one niezwykle ciekawe z kostiumologicznego punkty widzenia, bowiem w sposób bardzo realistyczne przedstawiają stroje i fryzury jakie noszono w Warszawie końca lat 80. XVIII wieku. Pięknym damom, ubranym w stylu angielskim, towarzyszą zarówno modni panowie we frakach jak i zwolennicy tradycji – w kontuszach. Ciekawe jest to, w jaki sposób przedstawieni widzowie ze sobą obcują – nie widać tu żadnych konfliktów – „frakowi” i „kontuszowi” w zgodzie zasiadają we wspólnych lożach, uśmiechają się do siebie i rozmawiają. Czy malowidła te odzwierciedlają atmosferę jaka panowała w przededniu Sejmu Wielkiego, czy może są tylko chwytem propagandowym, ilustrującym dążenia ówczesnych reformatorów?
B. Plersch

Z tym pytaniem Was zostawiam, Kochani Czytelnicy, do następnego wpisu, który pojawi się w roku 2013! Kończąc, życzę Wam zdrowych, radosnych i rodzinnych świąt – oby przy Waszych świątecznych stołach panowała atmosfera tak wspaniała, jak ta na malowidłach Plerscha!
tekst: Zofia Jusiak



piątek, 7 grudnia 2012

Moda malowana: Tradycja czy nowoczesność?

Witajcie!
Tydzień temu próbowaliśmy wyobrazić sobie ubiór polskiej elegantki na podstawie relacji cudzoziemców odwiedzających Polskę w czasach stanisławowskich. Dzisiaj przyjrzymy się modzie męskiej z tego samego okresu, a posłużą nam różne relacje z epoki.

Jak pamiętacie, jeszcze w pierwszej połowie osiemnastego wieku większość panów nosiła się "po polsku", nieliczni jednak przejmowali modę francuską (zwaną w Polsce "niemiecką", bo przywędrowała do nas z Saksonii razem z władcami z dynastii Wettinów). Jednak jeszcze za panowania Augusta III zwolennicy ubioru cudzoziemskiego byli na tyle nieliczni, że stanowili w środowisku szlacheckim niemałą sensację i spotykali się z dość gwałtowną reakcją tzw. "kontuszowych". Jak pisał w swoim słynnym "Opisie obyczajów za panowania Augusta III" ksiądz Jędrze Kitowicz:  (...) w niejednej kompanii, mianowicie na sejmikach, tym polskim Niemcom fałdów przetrzepano jedynie z przyczyny stroju, na który krzywo patrzyli sektatorowie polskiej sukni. Strój cudzoziemski nie oznaczał bowiem w pojęciu przeciętnego szlachcica jedynie odmiennych upodobań estetycznych, lecz także zniewieściałość, brak patriotyzmu, zdradę demokracji szlacheckiej i zupełne oddalenie się od ideału Sarmaty.



Stanisław August w stroju koronacyjnym



Jakże wzburzeni musieli być modowi tradycjonaliści, gdy na tron wstąpił Stanisław August Poniatowski! Nawet jego strój koronacyjny nie zawierał ani jednego elementu narodowego, nie mówiąc już o tym, że był pierwszym władcą, który z powodzeniem unikał stroju polskiego. Gdy opinia szlachecka usiłowała go zmusić do przywdziania kontusza, ten wykręcił się... zaświadczeniem lekarskim (choroba miednicy miała królowi uniemożliwiać noszenie ciężkiego ubioru narodowego). Podobny stosunek do tradycji wykazywali panowie z rodziny i najbliższego otoczenia Stanisława Augusta. Oto przykłady:



Kazimierz Poniatowski herbu Ciołek



Stanisław Poniatowski syn Kazimierza

Dla jednych sposób ubierania się "elity" był absolutnie skandaliczny, innym zaś podobał się do tego stopnia, że postanowili go naśladować. Już w pierwszych latach jego panowania liczba zwolenników ubioru cudzoziemskiego znacznie wzrosła - było to szczególnie widoczne w Warszawie, gdzie przechodzień w polskim stroju wyglądałby (...) na cudzoziemca (jak notował w 1777 roku Hubert Vautrin*). W innych miastach jednak, na przykład w Krakowie i Lublinie, stroje zachodnioeuropejskie jeszcze długo pozostawały rzadkością, podobnie na prowincji, gdzie jedynie niektórzy magnaci porzucali strój polski, podczas gdy ich otoczenie wciąż przy nim trwało. 

W latach osiemdziesiątych jednak zwolenników nowej mody przybywało, i mało kto z młodego pokolenia trwał przy tradycji przodków. Być może wiązało się to z anglomanią i popularyzacją ubiorów w stylu angielskim - wygodnych, praktycznych i prostych. Wśród nich był frak - główny chyba sprawca upadku stroju narodowego. Frak był o wiele tańszy niż ubiór kontuszowy - do jego uszycia potrzebne były mniej więcej 3 metry tkaniny, nie zaś 18 (!). Z drugiej strony frakowi nie sposób było zarzucić charakteru "niewieściego", przypisywanego pięknie haftowanemu, pastelowemu "habit a la francaise". Wyjście idealne, prawda?

Okazuje się, że jednak nie. Po pierwsze, znaleźli się i tacy, co i na fraku nie zostawiali suchej nitki. Po drugie, okres największej popularności fraka został dość gwałtownie rozbity na dwie części przez...nagły "renesans" stroju narodowego, który nastąpił na przełomie lat 80. i 90. XVIII wieku Co prawda będziemy się nim zajmować za tydzień, ale na sam koniec zadam Wam małą zagadkę: czy domyślacie się, jakie wydarzenie skłoniło młode pokolenie do krótkotrwałego entuzjazmu w stosunku do tradycji przodków? Zachęcam do komentowania!

tekst Zosia Jusiak
*"Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców"

czwartek, 6 grudnia 2012

Monotypia w domowym wydaniu


W ramach cyklu "Inspirujące spotkania" rzuciliśmy wyzwanie MONOTYPII. Wystarczy przygotować koszulkę do segregatora i farby akrylowe, żeby otworzyć własną pracownię!



czwartek, 29 listopada 2012

Moda malowana: Na własne oczy

    Ostatnio przyglądaliśmy się zapoczątkowanemu w XVII wieku procesowi przejmowania przez Polki mody francuskiej. Dzisiaj natomiast przeniesiemy się do czasów, w których moda ta zadomowiła się u nas na dobre, czyli do czasów stanisławowskich. Aby znaleźć cechy charakterystyczne ubioru ówczesnych dam polskich, zajrzymy do relacji tych, którzy widzieli  go nie tylko na własne oczy, lecz także z odpowiedniego dystansu, czyli odwiedzających Polskę w II połowie XVIII wieku cudzoziemców. Przebywający w Polsce od roku 1777 francuz Hubert Vautrin notował, że Kobiet w stroju cudzoziemskim jest znacznie więcej niż mężczyzn i tak samo jak Francuzki, są one niewolnicami mody. Zaledwie z Paryżu powstanie nowy strój, rodzi się najdrobniejsza zmiana w przybraniu toalety, musi ona natychmiast trafić z krawieckim manekinem do Warszawy, a stąd na prowincję. Gdyby z taką samą skwapliwością jak modę przyjmowane w Polsce pożyteczne instytucje, od dawien dawna Polska byłaby najlepiej rządzonym i najbardziej oświeconym krajem w Europie.
Z jego relacji wynikałoby więc, że Polki bardzo wiernie naśladują francuskie wzorce i przyjmują wszelkie najnowsze trendy na bieżąco. Tymczasem rok później, Nathaniel William Wraxall przelał na papier zupełnie odmienne wrażenie. Pisze on: Nigdzie w Europie nie ma takiej elegancji i takiej różnorodności stroju jak w tym kraju, gdzie kobiety zdają się gardzić formalnymi kanonami mody, przestrzeganymi na innych dworach. Widywałem tu te same damy w strojach różnych narodów i różnych epok i rzecz ta w nikim nie budziła zdziwienia. Jest w ich ubiorze coś azjatyckiego, co przypomina raczej Grecję lub Turcję niż modę francuską czy niemiecką. Następnie opisuje dość dokładnie ubiór księżnej Sanguszkowej, która ma na sobie bladoróżową lewitkę (rozciętą, lekką suknię ozdabianą haftami, modną także w Paryżu) i naturalne, niepudrowane włosy zebrane z tyłu muślinową siateczką. Z jeszcze innym opisem, dotyczącym tym razem mody kobiecej, możemy spotkać się w relacji Fryderyka Schulza z lat 1791-1793: Kobiecego stroju podstawą jest francusko-angielska moda, szczegóły pomniejsze z własnego smaku i wynalazku czerpiąc. Ubranie głowy ma swą właściwość między sztywnością francuską a naturalnością angielską, co bardzo wdzięcznie zdaje się Wschód przypominać.
I tu pojawia się nie lada problem. Jak interpretować powyższe zapisy? Czy Polki były niewolnicami mody francuskiej, czy raczej umiejętnie mieszały wpływy cudzoziemskie z wpływami wschodnimi i okraszały je odrobiną własnej fantazji? Mówiąc szczerze trudno jest mi sobie wyobrazić stroje w stylu opisanym przez Wraxalla czy Schulza. A być może wychwycenie owego specyficznego charakteru ubiorów pań polskich jest niemożliwe dla człowieka współczesnego? Tego się raczej nie dowiemy, ale zawsze warto troszkę na ten temat pomyśleć i spróbować poszukać ich na portretach z epoki, chociażby na poniższych.
Magdalena Agnieszka z Lubomirskich Sapieżyna, M. Bacciarelli


 Teresa z Ossolińskich Potocka, Krafft 1767 
  
A Wy, czy widzicie na tych portretach jakieś elementy specyficzne, które w jakiś sposób wyróżniałyby polską odmianę stroju francuskiego? Zachęcam do komentowania

źródła:Wacława Zawadzkiego "Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców"

tekst: Zosia Jusiak

piątek, 23 listopada 2012

Ikony Łazienek.Impresje

Bohaterem zajęć z cyklu Ikony Łazienek, które odbyły się 10 listopada, był Marcello Bacciarelli - nadworny malarz, ważna persona Malarni, spiritus movens królewskich inwestycji, dobry duch imponującej kolekcji malarstwa i przyjaciel Stanisława Augusta.
Pretekstem do rozmowy o Bacciarellim było jego malarstwo, a także królewska kolekcja, którą autor alegorii znajdujących się w Sali Salomona współtworzył. Przyglądaliśmy się bohaterom obrazów jak osobom bliskim nam, choć odległym w czasie: zaklętym w jednym geście, spojrzeniu. Pozwoliliśmy sobie na interpretację osobistą, a przez to niepowtarzalną.
fot. A. Pietrzyk

Emercjanna z Warszyckich Pociejowa pędzla Manyokiego została przez pewnego młodego człowieka uznana za flirciarę- intrygantkę; zauważył także, że w dzisiejszych czasach najlepiej realizowałaby się w zawodzie... komornika. „Starzec” Bacciarellego dostałby od uczestników zajęć w prezencie gałkę  muszkatołową  „na rozgrzanie starych kości”, a zalotna postawa Elżbiety Rybińskiej została skontrastowana z pełną czułości i oddania pozą Maryi z Dzieciątkiem. Udaliśmy się również na przechadzkę po „Górskim pejzażu” Koniga i próbowaliśmy wybrać prezent dla Teresy Łubieńskiej.
Warsztaty, dzięki uczestnikom tak twórcze i zabawne, były dla mnie, jako prowadzącej, prawdziwą przyjemnością. „Teraz to już będzie nam o wiele ciekawiej oglądać obrazy w muzeum” - stwierdził jeden z obecnych – i jest to z pewnością bardzo ważny aspekt warsztatów. Bardzo dziękuję za Państwa zaangażowanie, wrażliwość i otwartość! Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w Łazienkach.
Maria Stelmaszczyk

piątek, 16 listopada 2012

Projekt Powstanie Listopadowe

Od jakiegoś czasu pracujemy w Ośrodku nad pewnym projektem. Nie chcemy zbyt dużo ujawniać, planujemy bowiem zaprosić wszystkich zainteresowanych na finał, który będzie swego rodzaju podsumowaniem, ale też początkiem czegoś zupełnie nowego…
Inspiracją jest dla nas powstanie listopadowe. Codziennie, przychodząc do biura, wchodzimy przecież do dawnej Szkoły Podchorążych, a to zobowiązuje.
Do współpracy zaprosiliśmy grupę performerów Performeria Warszawy oraz licealistów z VII LO im. J. Słowackiego. Wspiera nas także Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego.
Początkowo powstanie listopadowe wydawało się nam niezwykle odległym wydarzeniem – zarówno czasowo, jak i mentalnie. Szukaliśmy więc obszaru, który mógłby w jakikolwiek sposób zbliżyć nas do tego doświadczenia.
Mieliśmy spotkanie z historyczką (wolontariuszką Ośrodka), dziwiliśmy się zapalczywości i impulsywności powstańców, staraliśmy się zrozumieć ich desperację i motywację do działania. Poszukiwaliśmy inspiracji, wychodząc od takich słów jak „bunt”, „opór”, szukaliśmy naszych własnych powodów, by wszcząć powstanie, małą współczesną rewolucję.
Urządziliśmy sobie alternatywny spacer po Łazienkach – ogrodzie, muzeum, miejscach, w których obowiązują ścisłe zasady zachowania. Młodzi ludzie próbowali znaleźć w nim przestrzeń dla siebie, odkrywali je na nowo…

fot.A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk




fot. A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk


Potem odbyliśmy niezwykle ważne spotkanie. Odwiedziła nas grupa rekonstrukcyjna, która działa przy Wojskowej Akademii Technicznej. Dostaliśmy wycisk. Doświadczyliśmy wojskowego reżimu – dyscypliny zachowań, terroru ruchów.
Mimo sztywnych wojskowych zasad, spotkanie było niezwykle inspirujące i pełne dobrej energii. Od lekcji musztry płynnie przeszliśmy do działań performatywnych, stawialiśmy nasze ciała przed zupełnie nowymi wyzwaniami.
W końcu byliśmy gotowi, by wyjść na ulicę. Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście – tak jak powstańcy. Chcieliśmy iść ich śladem i tak jak oni zmierzyć się z nierozumiejącymi spojrzeniami przechodniów, być wojskiem, a zarazem działać w chaosie.

fot.P.Ogrodzki


fot.P.Ogrodzki


fot.P.Ogrodzki



fot.P.Ogrodzki


Pracujemy dalej…
Efekty już 30 listopada o 19.00. Zapraszamy do Podchorążówki (pokaz odbędzie się w Sali Musztry).

czwartek, 15 listopada 2012

Moda malowana: Panie przodem!

Witajcie!
Tydzień temu zajmowaliśmy się modą męską z początku XVIII wieku i różnicami między strojem zachodnim (francuskim) a narodowym w owym czasie. Dzisiaj natomiast zajmiemy się modą damską tego okresu na przykładzie portretów przypisywanych Adamowi Manyokiemu.
Jak już wspominałam, kobiety, które możemy obejrzeć na portretach znajdujących się w Pokoju Bachusa, ubrane są różnie, jednak styl jest stosunkowo jednolity. Jest to, oczywiście, styl francuski. Polskie damy w kwestii mody wyprzedziły swoich mężów o, mniej więcej, sto lat. Już w połowie siedemnastego wieku, czyli w momencie największej świetności męskiego stroju narodowego, magnatki i zamożniejsze szlachcianki usiłowały naśladować sposób ubierania się modny w Paryżu. Nie musiały zresztą odwiedzać stolicy Francji, by przekonać się, co noszą modne francuskie damy. Rezydowały one przecież także w Warszawie – mowa, rzecz jasna, o królowej Ludwice Marii i członkiniach jej fraucymeru. Wśród nich była także Maria Kazimiera d’Arquien, późniejsza królowa Marysieńka, której sposób ubierania stanowił „drogowskaz” dla wielu rodzimych dam ostatnich dziesięcioleci XVII wieku. Kostiumolodzy szacują jednak, że pomimo dostępu do modnych wzorów, w tym okresie Polki pozostawały jeszcze kilkanaście lat za zagranicznymi elegantkami.




 Poza modnym fasonem, rzecz jasna, przejęły Polki od Francuzek także inne elementy. Chociażby fryzury: miejsce warkoczy (u panien) bądź włosów schowanych pod czepkiem (u mężatek) zajęły bardziej skomplikowane kompozycje, wymagające, w zależności od panującej mody, różnych zabiegów, np. kręcenia włosów przy pomocy specjalnego żelazka. Pojawił się również makijaż – o ile jeszcze w siedemnastym wieku malowały się tylko nieliczne damy, to już w osiemnastym stuleciu modne było stosowanie jak najgrubszej warstwy makijażu. Przejęto także, choć z pewnym wahaniem i pod ostrzałem krytyki duchownych, duże dekolty. Obyczajne suknie polskie, sprzed panowania mody francuskiej, zasłaniały kobietę dość szczelnie: nie było widać ani nóg, ani szyi. Nie każda kobieta była na tyle odważna, by z dnia na dzień zacząć odsłaniać fragmenty swego ciała nieco śmielej, dlatego przez pewien czas Polki nosiły modne suknie w wersji „przyzwoitej”, czyli z nieco bardziej zabudowaną górą.

Jak widzimy na portretach Elżbiety z Rybińskich Lubomirskiej (z lewej strony) oraz Teresy z Bielińskich Łubieńskiej (z prawej strony) , przypisywanych Adamowi Manyokiemu, z czasem Polki wyzbyły się skrupułów i już w pierwszym dziesięcioleciu XVIII wieku nie ustępowały w niczym swoim zagranicznym rówieśniczkom. Obie panie mają zarówno bardzo duże dekolty (wydaje mi się, że niejedna dzisiejsza kobieta mogłaby się z podobnym wycięciem czuć nieswojo), wykwintne, pracochłonne fryzury (jeszcze z naturalnych włosów) oraz makijaż. Widać również niezwykle szczupłe talie, osiągnięte z pewnością za pomocą bardzo mocno zasznurowanego gorsetu. Co do fasonów sukni – trudno powiedzieć o nich coś dokładniej, mam wrażenie jednak, że jest to modny na początku XVIII wieku fason „mantua”, o którym napiszę nieco więcej innym razem. To, co jest tutaj ważne, to fakt, że obie te „roby” (jak ówcześnie nazywano w Polsce suknie o francuskiej linii) są w miarę „na czasie”. Stroje tych pań (a właściwie, te ich części, które możemy zobaczyć na portretach) nie różnią się istotnie od strojów angielskich czy francuskich z podobnego okresu.
Wszystko wskazuje więc na to, że modowe „opóźnienie” Polek było coraz mniejsze, a w drugiej połowie XVIII wieku, już w czasach króla Stanisława Augusta, stały się one specjalistkami od najnowszych trendów, i czujnie rejestrowały wszelkie nowinki, za co chwalone były przez cudzoziemców odwiedzających Polskę. Ale to już zupełnie inna historia…
Zosia Jusiak

Pisać/ malować/ rzeźbić/ TWORZYĆ - warsztaty dla seniorów




"Inspirujące Spotkania" to cykl warsztatów dla seniorów podczas którego wspólnie poznajemy różne techniki artystyczne. Spotkania prowadzi Marzena Rostkowska - artystka, scenografka, podróżniczka.
Efekty półrocznych warsztatów poznamy wiosną 2013 roku. Póki co uczestnicy prowadzą swoje artystyczne notesy. Będziemy do nich zaglądać od czasu do czasu.

 










fot. Joanna Gers

środa, 14 listopada 2012

Grand Tour - wielka podróż w świat wielkich manier

W ramach cyklu dla dzieci Grand Tour sięgnęliśmy do dobrych obyczajów - okazało się, że rozłożenie zastawy królewskiej (i domowej!) nie jest prostą sprawą!


Możecie sami wydrukować i złożyć swoją książeczkę - Przewodnik Dobrych Manier. Autorem jest Zofia Dziubińska.

wtorek, 13 listopada 2012

Małpa o imieniu Johnny



Malpa o imieniu Johnny by Lazienki Krolewskie Edu

Andrzej Chomczyk, pracownik Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie opowiada historię małpy o imieniu Johnny, przebywającej na terenie Muzeum w latach '90.
Nagranie w ramach projektu "Moje Łazienki", realizowanego przez Ośrodek Edukacji.