czwartek, 29 listopada 2012

Moda malowana: Na własne oczy

    Ostatnio przyglądaliśmy się zapoczątkowanemu w XVII wieku procesowi przejmowania przez Polki mody francuskiej. Dzisiaj natomiast przeniesiemy się do czasów, w których moda ta zadomowiła się u nas na dobre, czyli do czasów stanisławowskich. Aby znaleźć cechy charakterystyczne ubioru ówczesnych dam polskich, zajrzymy do relacji tych, którzy widzieli  go nie tylko na własne oczy, lecz także z odpowiedniego dystansu, czyli odwiedzających Polskę w II połowie XVIII wieku cudzoziemców. Przebywający w Polsce od roku 1777 francuz Hubert Vautrin notował, że Kobiet w stroju cudzoziemskim jest znacznie więcej niż mężczyzn i tak samo jak Francuzki, są one niewolnicami mody. Zaledwie z Paryżu powstanie nowy strój, rodzi się najdrobniejsza zmiana w przybraniu toalety, musi ona natychmiast trafić z krawieckim manekinem do Warszawy, a stąd na prowincję. Gdyby z taką samą skwapliwością jak modę przyjmowane w Polsce pożyteczne instytucje, od dawien dawna Polska byłaby najlepiej rządzonym i najbardziej oświeconym krajem w Europie.
Z jego relacji wynikałoby więc, że Polki bardzo wiernie naśladują francuskie wzorce i przyjmują wszelkie najnowsze trendy na bieżąco. Tymczasem rok później, Nathaniel William Wraxall przelał na papier zupełnie odmienne wrażenie. Pisze on: Nigdzie w Europie nie ma takiej elegancji i takiej różnorodności stroju jak w tym kraju, gdzie kobiety zdają się gardzić formalnymi kanonami mody, przestrzeganymi na innych dworach. Widywałem tu te same damy w strojach różnych narodów i różnych epok i rzecz ta w nikim nie budziła zdziwienia. Jest w ich ubiorze coś azjatyckiego, co przypomina raczej Grecję lub Turcję niż modę francuską czy niemiecką. Następnie opisuje dość dokładnie ubiór księżnej Sanguszkowej, która ma na sobie bladoróżową lewitkę (rozciętą, lekką suknię ozdabianą haftami, modną także w Paryżu) i naturalne, niepudrowane włosy zebrane z tyłu muślinową siateczką. Z jeszcze innym opisem, dotyczącym tym razem mody kobiecej, możemy spotkać się w relacji Fryderyka Schulza z lat 1791-1793: Kobiecego stroju podstawą jest francusko-angielska moda, szczegóły pomniejsze z własnego smaku i wynalazku czerpiąc. Ubranie głowy ma swą właściwość między sztywnością francuską a naturalnością angielską, co bardzo wdzięcznie zdaje się Wschód przypominać.
I tu pojawia się nie lada problem. Jak interpretować powyższe zapisy? Czy Polki były niewolnicami mody francuskiej, czy raczej umiejętnie mieszały wpływy cudzoziemskie z wpływami wschodnimi i okraszały je odrobiną własnej fantazji? Mówiąc szczerze trudno jest mi sobie wyobrazić stroje w stylu opisanym przez Wraxalla czy Schulza. A być może wychwycenie owego specyficznego charakteru ubiorów pań polskich jest niemożliwe dla człowieka współczesnego? Tego się raczej nie dowiemy, ale zawsze warto troszkę na ten temat pomyśleć i spróbować poszukać ich na portretach z epoki, chociażby na poniższych.
Magdalena Agnieszka z Lubomirskich Sapieżyna, M. Bacciarelli


 Teresa z Ossolińskich Potocka, Krafft 1767 
  
A Wy, czy widzicie na tych portretach jakieś elementy specyficzne, które w jakiś sposób wyróżniałyby polską odmianę stroju francuskiego? Zachęcam do komentowania

źródła:Wacława Zawadzkiego "Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców"

tekst: Zosia Jusiak

piątek, 23 listopada 2012

Ikony Łazienek.Impresje

Bohaterem zajęć z cyklu Ikony Łazienek, które odbyły się 10 listopada, był Marcello Bacciarelli - nadworny malarz, ważna persona Malarni, spiritus movens królewskich inwestycji, dobry duch imponującej kolekcji malarstwa i przyjaciel Stanisława Augusta.
Pretekstem do rozmowy o Bacciarellim było jego malarstwo, a także królewska kolekcja, którą autor alegorii znajdujących się w Sali Salomona współtworzył. Przyglądaliśmy się bohaterom obrazów jak osobom bliskim nam, choć odległym w czasie: zaklętym w jednym geście, spojrzeniu. Pozwoliliśmy sobie na interpretację osobistą, a przez to niepowtarzalną.
fot. A. Pietrzyk

Emercjanna z Warszyckich Pociejowa pędzla Manyokiego została przez pewnego młodego człowieka uznana za flirciarę- intrygantkę; zauważył także, że w dzisiejszych czasach najlepiej realizowałaby się w zawodzie... komornika. „Starzec” Bacciarellego dostałby od uczestników zajęć w prezencie gałkę  muszkatołową  „na rozgrzanie starych kości”, a zalotna postawa Elżbiety Rybińskiej została skontrastowana z pełną czułości i oddania pozą Maryi z Dzieciątkiem. Udaliśmy się również na przechadzkę po „Górskim pejzażu” Koniga i próbowaliśmy wybrać prezent dla Teresy Łubieńskiej.
Warsztaty, dzięki uczestnikom tak twórcze i zabawne, były dla mnie, jako prowadzącej, prawdziwą przyjemnością. „Teraz to już będzie nam o wiele ciekawiej oglądać obrazy w muzeum” - stwierdził jeden z obecnych – i jest to z pewnością bardzo ważny aspekt warsztatów. Bardzo dziękuję za Państwa zaangażowanie, wrażliwość i otwartość! Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w Łazienkach.
Maria Stelmaszczyk

piątek, 16 listopada 2012

Projekt Powstanie Listopadowe

Od jakiegoś czasu pracujemy w Ośrodku nad pewnym projektem. Nie chcemy zbyt dużo ujawniać, planujemy bowiem zaprosić wszystkich zainteresowanych na finał, który będzie swego rodzaju podsumowaniem, ale też początkiem czegoś zupełnie nowego…
Inspiracją jest dla nas powstanie listopadowe. Codziennie, przychodząc do biura, wchodzimy przecież do dawnej Szkoły Podchorążych, a to zobowiązuje.
Do współpracy zaprosiliśmy grupę performerów Performeria Warszawy oraz licealistów z VII LO im. J. Słowackiego. Wspiera nas także Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego.
Początkowo powstanie listopadowe wydawało się nam niezwykle odległym wydarzeniem – zarówno czasowo, jak i mentalnie. Szukaliśmy więc obszaru, który mógłby w jakikolwiek sposób zbliżyć nas do tego doświadczenia.
Mieliśmy spotkanie z historyczką (wolontariuszką Ośrodka), dziwiliśmy się zapalczywości i impulsywności powstańców, staraliśmy się zrozumieć ich desperację i motywację do działania. Poszukiwaliśmy inspiracji, wychodząc od takich słów jak „bunt”, „opór”, szukaliśmy naszych własnych powodów, by wszcząć powstanie, małą współczesną rewolucję.
Urządziliśmy sobie alternatywny spacer po Łazienkach – ogrodzie, muzeum, miejscach, w których obowiązują ścisłe zasady zachowania. Młodzi ludzie próbowali znaleźć w nim przestrzeń dla siebie, odkrywali je na nowo…

fot.A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk




fot. A. Pietrzyk


fot. A. Pietrzyk


Potem odbyliśmy niezwykle ważne spotkanie. Odwiedziła nas grupa rekonstrukcyjna, która działa przy Wojskowej Akademii Technicznej. Dostaliśmy wycisk. Doświadczyliśmy wojskowego reżimu – dyscypliny zachowań, terroru ruchów.
Mimo sztywnych wojskowych zasad, spotkanie było niezwykle inspirujące i pełne dobrej energii. Od lekcji musztry płynnie przeszliśmy do działań performatywnych, stawialiśmy nasze ciała przed zupełnie nowymi wyzwaniami.
W końcu byliśmy gotowi, by wyjść na ulicę. Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście – tak jak powstańcy. Chcieliśmy iść ich śladem i tak jak oni zmierzyć się z nierozumiejącymi spojrzeniami przechodniów, być wojskiem, a zarazem działać w chaosie.

fot.P.Ogrodzki


fot.P.Ogrodzki


fot.P.Ogrodzki



fot.P.Ogrodzki


Pracujemy dalej…
Efekty już 30 listopada o 19.00. Zapraszamy do Podchorążówki (pokaz odbędzie się w Sali Musztry).

czwartek, 15 listopada 2012

Moda malowana: Panie przodem!

Witajcie!
Tydzień temu zajmowaliśmy się modą męską z początku XVIII wieku i różnicami między strojem zachodnim (francuskim) a narodowym w owym czasie. Dzisiaj natomiast zajmiemy się modą damską tego okresu na przykładzie portretów przypisywanych Adamowi Manyokiemu.
Jak już wspominałam, kobiety, które możemy obejrzeć na portretach znajdujących się w Pokoju Bachusa, ubrane są różnie, jednak styl jest stosunkowo jednolity. Jest to, oczywiście, styl francuski. Polskie damy w kwestii mody wyprzedziły swoich mężów o, mniej więcej, sto lat. Już w połowie siedemnastego wieku, czyli w momencie największej świetności męskiego stroju narodowego, magnatki i zamożniejsze szlachcianki usiłowały naśladować sposób ubierania się modny w Paryżu. Nie musiały zresztą odwiedzać stolicy Francji, by przekonać się, co noszą modne francuskie damy. Rezydowały one przecież także w Warszawie – mowa, rzecz jasna, o królowej Ludwice Marii i członkiniach jej fraucymeru. Wśród nich była także Maria Kazimiera d’Arquien, późniejsza królowa Marysieńka, której sposób ubierania stanowił „drogowskaz” dla wielu rodzimych dam ostatnich dziesięcioleci XVII wieku. Kostiumolodzy szacują jednak, że pomimo dostępu do modnych wzorów, w tym okresie Polki pozostawały jeszcze kilkanaście lat za zagranicznymi elegantkami.




 Poza modnym fasonem, rzecz jasna, przejęły Polki od Francuzek także inne elementy. Chociażby fryzury: miejsce warkoczy (u panien) bądź włosów schowanych pod czepkiem (u mężatek) zajęły bardziej skomplikowane kompozycje, wymagające, w zależności od panującej mody, różnych zabiegów, np. kręcenia włosów przy pomocy specjalnego żelazka. Pojawił się również makijaż – o ile jeszcze w siedemnastym wieku malowały się tylko nieliczne damy, to już w osiemnastym stuleciu modne było stosowanie jak najgrubszej warstwy makijażu. Przejęto także, choć z pewnym wahaniem i pod ostrzałem krytyki duchownych, duże dekolty. Obyczajne suknie polskie, sprzed panowania mody francuskiej, zasłaniały kobietę dość szczelnie: nie było widać ani nóg, ani szyi. Nie każda kobieta była na tyle odważna, by z dnia na dzień zacząć odsłaniać fragmenty swego ciała nieco śmielej, dlatego przez pewien czas Polki nosiły modne suknie w wersji „przyzwoitej”, czyli z nieco bardziej zabudowaną górą.

Jak widzimy na portretach Elżbiety z Rybińskich Lubomirskiej (z lewej strony) oraz Teresy z Bielińskich Łubieńskiej (z prawej strony) , przypisywanych Adamowi Manyokiemu, z czasem Polki wyzbyły się skrupułów i już w pierwszym dziesięcioleciu XVIII wieku nie ustępowały w niczym swoim zagranicznym rówieśniczkom. Obie panie mają zarówno bardzo duże dekolty (wydaje mi się, że niejedna dzisiejsza kobieta mogłaby się z podobnym wycięciem czuć nieswojo), wykwintne, pracochłonne fryzury (jeszcze z naturalnych włosów) oraz makijaż. Widać również niezwykle szczupłe talie, osiągnięte z pewnością za pomocą bardzo mocno zasznurowanego gorsetu. Co do fasonów sukni – trudno powiedzieć o nich coś dokładniej, mam wrażenie jednak, że jest to modny na początku XVIII wieku fason „mantua”, o którym napiszę nieco więcej innym razem. To, co jest tutaj ważne, to fakt, że obie te „roby” (jak ówcześnie nazywano w Polsce suknie o francuskiej linii) są w miarę „na czasie”. Stroje tych pań (a właściwie, te ich części, które możemy zobaczyć na portretach) nie różnią się istotnie od strojów angielskich czy francuskich z podobnego okresu.
Wszystko wskazuje więc na to, że modowe „opóźnienie” Polek było coraz mniejsze, a w drugiej połowie XVIII wieku, już w czasach króla Stanisława Augusta, stały się one specjalistkami od najnowszych trendów, i czujnie rejestrowały wszelkie nowinki, za co chwalone były przez cudzoziemców odwiedzających Polskę. Ale to już zupełnie inna historia…
Zosia Jusiak

Pisać/ malować/ rzeźbić/ TWORZYĆ - warsztaty dla seniorów




"Inspirujące Spotkania" to cykl warsztatów dla seniorów podczas którego wspólnie poznajemy różne techniki artystyczne. Spotkania prowadzi Marzena Rostkowska - artystka, scenografka, podróżniczka.
Efekty półrocznych warsztatów poznamy wiosną 2013 roku. Póki co uczestnicy prowadzą swoje artystyczne notesy. Będziemy do nich zaglądać od czasu do czasu.

 










fot. Joanna Gers

środa, 14 listopada 2012

Grand Tour - wielka podróż w świat wielkich manier

W ramach cyklu dla dzieci Grand Tour sięgnęliśmy do dobrych obyczajów - okazało się, że rozłożenie zastawy królewskiej (i domowej!) nie jest prostą sprawą!


Możecie sami wydrukować i złożyć swoją książeczkę - Przewodnik Dobrych Manier. Autorem jest Zofia Dziubińska.

wtorek, 13 listopada 2012

Małpa o imieniu Johnny



Malpa o imieniu Johnny by Lazienki Krolewskie Edu

Andrzej Chomczyk, pracownik Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie opowiada historię małpy o imieniu Johnny, przebywającej na terenie Muzeum w latach '90.
Nagranie w ramach projektu "Moje Łazienki", realizowanego przez Ośrodek Edukacji.

czwartek, 8 listopada 2012

Moda malowana: Pokój Bachusa

Kierując się z przedsionka Pałacu na Wyspie w prawo, wchodzimy do Pokoju Bachusa… A w nim – dużo mody z pierwszej połowy osiemnastego wieku, uwiecznionej na portretach pędzla Adama Manyokiego i innych malarzy… Portrety te przedstawiają ludzi związanych z dworem Augusta II Mocnego. Gdy dobrze się im przyjrzymy, z łatwością zauważymy modowy rozłam, który nastąpił wśród mężczyzn z najwyższych warstw polskiego społeczeństwa. I to mężczyznom epoki saskiej poświęcę dzisiejszy post, kobietami zaś zajmę się za tydzień.



Z przykrością stwierdzam, że stroje portretowanych przez Manyokiego panów nie są zbyt dobrze widoczne. Nie dość, że modele przedstawieni są od pasa w górę, to jeszcze noszą płaszcze z Orderem Orła Białego, zasłaniające właściwie ich stroje. Na dodatek, jeden z nich ma na sobie zbroję... W tych trudnych warunkach pozostaje nam jedno wyjście: skupić się na tym, co widać. A widać na przykład fryzury, które w pierwszej ćwierci XVIII były dość ściśle związane ze stylem ubierania się.
Jan Sebastian Szembek ma ogromną perukę w stylu francuskim wylansowanym przez Ludwika XIV. Co ciekawe, władca ten sam zaczął nosić peruki dopiero po czterdziestce, ponieważ długo mógł się poszczycić pięknymi i bujnymi naturalnymi włosami. Aby móc nosić perukę, należało najpierw ogolić głowę, a przynajmniej ściąć włosy na krótko – w przeciwnym razie nie dałoby się jej utrzymać. Barokowy elegant miał do wyboru wiele różnych kolorów peruk, jednak największą popularnością cieszyły się czarne i, takie jak ta na głowie Jan Sebastian Szembeka, czyli płowe. Jak widzimy, nadmiarowi włosów na głowie towarzyszył ich zupełny brak na twarzy. Przypuszczam, że zarówno gładko ogolone policzki, jak i bujna fryzura miały mężczyznę odmładzać. Czy to się udawało? Ocenę pozostawiam Wam J
Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Jana Potockiego. Jego włosy są ostrzyżone „na okrągło” i, najprawdopodobniej, podgolone na karku, zgodnie z modą polską. Nie oznacza to jednak, że przez kilkaset lat rozwoju stroju narodowego towarzyszyła mu taka sama fryzura. Zmieniały się one, podobnie jak krój i wykończenie poszczególnych elementów samego stroju. W połowie XVII wieku, na przykład, włosy podgalano i zostawiano na środku głowy tzw. „czub”, u schyłku mody kontuszowej, a w latach 80. i 90. osiemnastego stulecia zwolennicy mody polskiej nosili włosy półdługie z krótką grzywką. Jeden element pozostawał jednak niezmienny – wąsy. Wpisał się on w sarmacki wizerunek tak mocno, że w drugiej połowie osiemnastego wieku urosły do rangi symbolu, a na ich cześć (bądź przeciwko nim) powstawały utwory poetyckie (Oda do wąsów Franciszka Dionizego Kniaźnina).
Jak już wcześniej napisałam, na portretach tych nie znajdziemy zbyt wiele elementów stroju, ale jeśli przyjrzymy im się w dużym powiększeniu, to na pewno czegoś się doszukamy.

Na portrecie Jana Sebastiana Szembeka znajdziemy piękny koronkowy krawat. Krawaty upowszechniły się pod koniec XVII wieku wraz z justeaucorps – obcisłym, rozkloszowanym na dole kaftanem, zwanym w Polsce szustokorem. Widać zresztą także jego fragment – a konkretnie pozbawioną kołnierza klapę i dziurki od guzików.
               
Zza zbroi Jana Potockiego dla odmiany wystaje niewielka stójka. Stójkami takimi zwieńczone były zazwyczaj żupany. Niektórzy przypinali pod szyją jeszcze jakiś pięknie oprawiony klejnot, ale wiele wskazuje na to, że na początku osiemnastego wieku nie było to jeszcze modne.

Podsumowując: nawet na przykładzie portretów od pasa w górę da się zobaczyć jak bardzo modny strój francuski różnił się od polskiego stroju narodowego. Na tym, rzecz jasna, nie koniec i w niedalekiej przyszłości zaprezentuję Wam nieco bardziej całościowe ujęcie. 

Zosia Jusiak

czwartek, 25 października 2012

Moda malowana: co to jest moda?

Dzień dobry!
Czy jesteście gotowi na PRAWDZIWY początek łazienkowej przygody z modą? Mam nadzieję, że tak, bo dzisiaj pierwszy merytoryczny post z cyklu „Moda malowana”.
Zanim przeniesiemy się w świat osiemnastowiecznych trendów i fasonów, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Pierwsze z nich jest dość banalne, ale równocześnie skłaniające do głębszego zastanowienia się nad całością zjawiska, a brzmi ono:
Co to jest moda?
Według definicji słownikowej moda (od łacińskiego słowa modus, oznaczającego sposób, wzór) jest to  „sposób ubierania się, czesania i makijażu popularny w jakimś okresie lub miejscu”, a także „krótkotrwała popularność czegoś nowego w jakiejś dziedzinie”. W przytoczonych definicjach ujawniają się  dwie bardzo istotne cechy mody: jest ona zjawiskiem zmiennym i popularnym, czyli dotyczy jakiejś szerszej grupy ludzi. Warto jednak zaznaczyć, że modny może być nie tylko ubiór (chociaż głównie nim będziemy się w ramach tego cyklu zajmować), ale także sposób urządzania wnętrz, idee, zachowania, miejsca i wiele innych…  Osobą modną w każdym calu był bez wątpienia król Stanisław August i to między innymi właśnie jego chęci podążania za aktualną modą w różnych dziedzinach życia zawdzięczać możemy to, że w drugiej połowie XVIII wieku kultura polska w znaczący sposób rozkwitła. Strach pomyśleć, co by było gdyby król był pod tym względem zupełnym abnegatem… No właśnie? Czy on w ogóle MÓGŁBY być abnegatem w kwestii mody? Czemu nie, powiedzielibyśmy my, współcześni. W osiemnastym wieku nie było to jednak aż tak oczywiste…
Dziś traktujemy modę nieco inaczej niż nasi przodkowie, nawet ci sprzed kilkudziesięciu lat, a zawdzięczamy to procesowi demokratyzacji tego zjawiska. Proces ten, spowodowany przemianami ekonomicznymi, technicznymi i społecznymi, które zachodziły już od drugiej połowy osiemnastego wieku, tempa nabrał dopiero sto lat później i polegał na stopniowym przejmowaniu szeroko pojętej mody przez coraz szersze kręgi społeczne, dzięki obniżeniu cen (i jakości) towarów z jednej strony, a rosnącej mobilności społecznej z drugiej.  Dziś ten proces chyba już się zakończył, a jego owoce są następujące: modne produkty są teraz powszechnie dostępne i przestały być rzeczą elitarną, więc z jednej strony krąg odbiorców mody poszerzył się znacznie, z drugiej jednak –  podążanie za najnowszymi trendami nie jest rzeczą obowiązkową i modę da się, przynajmniej w pewnym stopniu odrzucić. W osiemnastym wieku mieliśmy do czynienia z odwrotnym porządkiem: na to, co modne, pozwolić mogli sobie nieliczni – tylko ci najbogatsi (co najczęściej oznaczało także:  dobrze urodzeni) i osoby z ich otoczenia. Mogli, a właściwie musieli, ponieważ bardzo trudno było przed modą uciec... Modny strój i otoczenie stanowiły, wraz ze statusem społecznym oraz pełnioną funkcją, niemal nierozerwalną całość i, śmiem twierdzić, że w ówczesnej atmosferze obyczajowej, trudno byłoby im istnieć oddzielnie.
Użyłam słowa „ strój” z premedytacją, ponieważ teoria mody odróżnia je od słowa „ubiór”, które odnosi się do czysto praktycznych funkcji – ubieramy się, aby chronić swoje ciało przed czynnikami zewnętrznymi, chociażby przed zimnem. Strój to coś więcej – niesie on za sobą szereg znaczeń symbolicznych i informacji o osobie, która go przywdziewa, np. o jej płci, narodowości, statusie społecznym i materialnym, zawodzie, upodobaniach, humorze… Stroimy się, aby coś zakomunikować, chociażby to, że chcemy wyglądać w sposób, jakiego wymaga od nas określona okazja, że chcemy się komuś podobać lub że się na coś nie zgadzamy. I w tym miejscu warto poruszyć kwestię antymody, która pojawiła się także w czasach stanisławowskich. Wiecie, o kim mowa? O słynnych „kontuszowych”: przedstawicielach szlachty, która, zamiast podążać za najnowszymi trendami, konsekwentnie modę odrzucała, co jednak nie przeszło bez echa i wywołało w Polsce stanisławowskiej słynny konflikt obyczajowy, zwany walką fraka z kontuszem… Ale o tym napiszę więcej już innym razem…
Zosia Jusiak

czwartek, 18 października 2012

Moda malowana: kilka słów wstępu

Czy przypatrując się przeróżnym portretom, które można podziwiać w pięknych wnętrzach Pałacu na Wyspie, Pałacu Myślewickiego czy Białego Domku, zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, jak przedstawione na nich osoby mogły wyglądać w rzeczywistości? Czy nie mieliście czasami ochoty  zerknąć poza ramy obrazu i obejrzeć suknie dam w całości, uchylić rąbka spódnicy (i tajemnicy!) i przekonać się,  jakie pantofelki pod nią się kryły? Przeprosić na chwilę Stanisława Augusta i sprawdzić, czy jego wypracowana fryzura to własne włosy, czy peruka? Dotknąć spływającej w malowniczych fałdach materii i przekonać się, czy to aksamit, czy może zwykłe sukno? Spotkanie „na żywo” z modą czasów minionych musi pozostać, przynajmniej na razie, w sferze wyobraźni, jednak na wszystkie powyższe pytania, i wiele innych, odpowiedzi udzielić może nam dziedzina zwana kostiumologią, czyli nauka o historii ubiorów. Posługując się jej zdobyczami, spróbujemy wspólnie odkryć „modowe” sekrety łazienkowskich dzieł sztuki i, podążając ich śladem, przyjrzeć się nieco bliżej historii mody. To co? Ruszamy?


Zaraz, zaraz… Jak mamy ruszać, skoro jeszcze się nie przedstawiłam? Już nadrabiam zaległości. Nazywam się Zosia Jusiak i jestem studentką kulturoznawstwa. No właśnie, kostiumologiem niestety nie jestem, ale  moją największą pasją jest od lat historia mody. Miałam już okazję dzielić się nią z Wami w ramach cyklu Obrazy Czwartkowe, prowadzonego przez wolontariuszy Ośrodka Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie. Właśnie przy okazji tego cyklu (przypominam, że trwa on w dalszym ciągu!) narodził się pomysł zamieszczania na tym blogu krótkich artykulików dotyczących historii ubiorów.  Mam nadzieję, że uda mi się zarazić Was miłością do dawnej mody, która nie tylko jest ciekawym i różnorodnym zjawiskiem, ale i zwierciadłem przemian społecznych, gospodarczych, a nawet politycznych, co, mam nadzieję, uda mi się pokazać.
W ramach cyklu artykułów będziemy się zajmować nie tylko modą czasów stanisławowskich, cofniemy się do początku osiemnastego stulecia, a może i jeszcze dalej, a zawitamy i w dziewiętnasty wiek,  bo jego ślady także można w Łazienkach odnaleźć. Nie zawsze będziemy poruszać się chronologicznie, ale bez paniki – postaram się, aby nic nam nie umknęło. Moja propozycja wygląda następująco: najpierw zajmiemy się pewnymi ogólnymi tendencjami w modzie i stylu życia pojawiającymi się w interesujących nas epokach, a dopiero później przejdziemy do zagadnień bardziej szczegółowych (fasonów, dodatków etc.). Oczywiście, jestem otwarta także na Wasze propozycje, uwagi czy pytania – serdecznie zachęcam do wyrażania ich w komentarzach, które można zamieszczać pod każdym postem.  No i cóż, to już chyba koniec wstępu i zapowiedzi, a na pierwszy „prawdziwy” post z cyklu "Moda malowana" zapraszam już za tydzień - 25 października!
Zosia Jusiak

 

poniedziałek, 24 września 2012

OŚRODEK EDUKACJI UCZY, JAK UCZYĆ

Ośrodek Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie wraz z nowym rokiem szkolnym zaczyna podejmować aktywność na polu dotychczas eksplorowanym przez nas jedynie w niewielkim stopniu. Doświadczenie, które zdobyliśmy w ciągu ponad półtora roku niezwykle intensywnej pracy w zakresie edukacji uzupełniającej nauczanie szkolne, ośmieliło nas do podjęcia działań w zakresie metodycznego wsparcia nauczycieli wszystkich etapów kształcenia.


Naszym celem na rok szkolny 2012/2013 stało się zacieśnienie współpracy z nauczycielami (w roku 2011 odbyły się, we współpracy z WCIES i portalem Supernauczyciel.pl, 3 warsztaty metodyczne). W obliczu ciągłych zmian w systemie szkolnictwa polskiego współdziałanie instytucji kultury, takich jak muzeum, ze szkołami może stać się dla tych drugich krokiem milowym w zakresie wykorzystywania działań animacyjnych i kreatywnych w codziennej praktyce pedagogicznej.
15 września nauczyciele wszystkich etapów kształcenia wzięli udział w szkoleniu „Edukacja. OD-NOWA”. Zajęcia prowadziły edukatorki Ośrodka Edukacji, Barbara Nowak oraz Katarzyna Szczawińska, które podzieliły się z uczestnikami zajęć swoim doświadczeniem w zakresie uprzystępniania dzieł sztuki dzieciom i młodzieży. Druga część warsztatów poprowadzona została przez edukatorów Nowej Szkoły, którzy podzielili się z nauczycielami wiedzą dotyczącą wykorzystania materiałów recyklingowych oraz nietypowych rodzajów farb w pracy z dziećmi.
20 września zaś odbyła się kolejna (po ubiegłorocznej) edycja warsztatów „Przedszkolak w muzeum”, współorganizowanych z WCIES. Zajęcia poprowadziła Izabela Poniatowska z Ośrodka Edukacji. Warsztaty dotyczyły dwóch zakresów aktywności: działań wokół rzeźby (jest to jeden z punktów podstawy programowej dla I etapu edukacyjnego) oraz prostych działań edukacyjnych związanych z uprzystępnieniem podstawowych pojęć związanych z teatrem. Zajęcia wzbudziły duży entuzjazm uczestniczek, co dowodzi, że muzeum może być nie tylko miejscem sztuki, ale również przestrzenią wymiany doświadczeń w zakresie metod nauczania.






fot. R. Pawluczyk

poniedziałek, 17 września 2012

Grand Tour

Podczas warsztatów Grand Tour z grupą utalentowanych dzieci poczuliśmy się prawdziwymi „backpakersami”, czyli „plecakowiczami” i wybraliśmy się w wielokulturową podróż wokół mody XVIII w.
Zanurzyliśmy się w świat kokardek i haftów, dowiedzieliśmy się, jakie stroje nosił któl i poznaliśmy modę różnych krajów.
A na koniec? Pobuszowaliśmy w „ubierankach”!
A wy? Co macie w swoich szafach…?








wtorek, 11 września 2012

Zmysłowce!

Za nami pierwsza odsłona Zmysłowców! Poznawaliśmy królewski Ogród wykorzystując wszystkie zmysły, ale nacisk położyliśmy na zmysł dotyku. Wyrysowaliśmy zabawne wierszyki-masażyki o królu, nauczyliśmy się pisać „inicjały” Łazienek Królewskich, a potem nasze własne, dotykając tajemniczego alfabetu na dłoni. A co najważniejsze, dokonaliśmy prawdziwych dotykowych ekspedycji po parku.

Dziękujemy naszym nowym edukatorkom – Ani Walczak i Monice Prus- Głaszczce za świetnie przeprowadzone warsztaty i Pawłowi Czarneckiemu za piękne zdjęcia.

Do zobaczenia jeszcze raz na Zmysłowcach Dotykowych 23 września, a w październiku na kolejnej odsłonie Zmysłowców.