piątek, 8 lutego 2013

Moda malowana. Portret w szlafroku?

Witajcie,
W poprzednim poście przyglądaliśmy się toalecie osiemnastowiecznych elegantów w interpretacji twórców filmu „Niebezpieczne związki”. Możemy tam zobaczyć codzienną drogę „od szlafroka do stroju oficjalnego” , jaką przechodzili z pomocą służących modni dworzanie. Czy jednak strój oficjalny był jedynym, w jakim wypadało się pokazywać innym? Otóż nie! Istniały stroje domowe i nieformalne, które bez skrępowania można było nosić w obecności gości, co więcej – bardzo chętnie się w nich portretowano.
Klasyfikacja strojów domowych okazała się, przynajmniej z mojej perspektywy, dość trudna. Zagłębianie się w definicje współczesnych badaczy dość poważnie namąciło mi w głowie – według jednych szlafrok był tym samym, co robe de chambre, według innych – noszono go w zupełnie innych okolicznościach i na co innego. Podobnie zagmatwana okazała się sprawa damskich ubiorów tego typu – o nich jednak napiszę nieco więcej w przyszłym tygodniu. Wobec tych wszystkich wątpliwości postanowiłam sięgnąć do źródła najbardziej zbliżonego czasowo do interesującej nas epoki, a więc do książki pt. „Ubiory w Polszcze od najdawniejszych czasów aż do chwil obecnych sposobem dykcyonarza ułożone i opisane” autorstwa Łukasza Gołębiowskiego. Źródło to powstało co prawda już w wieku XIX (wydane zostało w roku 1830), jednakże jego autor urodził się w 1773 roku, a od 1791 przebywał w Warszawie, był więc świadkiem ostatnich lat rządów Stanisława Augusta.
A oto definicje Gołębiowskiego:
Szlafrok, szlafroczek, nocna jakoby suknia, której używać zwykli nim się spać położą, albo mając wstać zrana i pokąd się nie weźmie dziennego ubioru. Męzkie i kobiece bywają szlafroki, letnie i zimowe.” Czy w takim razie szlafrok był strojem, w którym przyjmowano, leżąc jeszcze w łóżku, pierwsze poranne wizyty? Jeśli tak, to możliwe, że noszono go na koszulę nocną…
„Robdeszan. Suknie do własnych tylko pokoi, nie do wychodzenia w niej lub wyjeżdżania.” Ta definicja jest, niestety, dość ogólna – nie wspomina nawet o rzeczy, co do której współcześni kostiumologowie są zgodni, a więc o tym, że robe de chambre, była przeznaczonym dla mężczyzn, długim, luźnym ubiorem o kimonowym kroju, często podbijanym futrem. Pod spód zakładano właściwie to samo, co pod szustokor bądź habit, czyli spodnie do kolan (culottes), koszulę, a niekiedy także kamizelkę. Na głowie, zamiast peruki, noszono do niego niekiedy różnego rodzaju czapki, często o charakterze orientalnym.  Ponieważ robe de chambre była strojem przeznaczonym m.in. do przyjmowania w domu nieoficjalnych wizyt, wykonywano ją z kosztownych i pięknych tkanin jedwabnych. Dzięki temu do dziś w muzeach można oglądać pięknie zachowane przykłady osiemnastowiecznych strojów tego typu:



  
Robe de chambre to ubiór szczególnie doceniany przez malarzy. Układał się w malownicze fałdy, ponadto służył podkreśleniu intymnego, domowego charakteru portretu – w takim to stroju panowie często oddawali się pracy umysłowej, co stanowiło kolejny element wymowy portretu. Urok robe de chambre pełnej krasie możemy oglądać w na namalowanym przez Bacciarellego „portrecie Stanisława Augusta z klepsydrą”.
Innym portretem króla w domowym, nieformalnym stroju, jest „Portret Stanisława Augusta w szlafroku” Lampiego
No właśnie, czy aby na pewno Stanisław August został przez Lampiego sportretowany w szlafroku? A może król ma na sobie robe de chambre? Z tym pytaniem zostawiam Was do przeszłego tygodnia.
Zosia Jusiak

 

czwartek, 7 lutego 2013

Wydaj je na stół

Dziś na warsztatach "Inspirujące spotkania" było dużo artystycznego ruchu. Na szczęście spalone kalorie można (szybko!) uzupełnić, robiąc PĄCZKI wg przepisu królewskiego kucharza:

Weź drożdży w wodzie dobrze wymoczonych kwartę 1, mąki przedniej kwartę 1, mleka słodkiego kwaterkę 1. To wszystko rozczyń w rondlu i dobrze wymięszaj, postaw w miejscu ciepłym i cichym, gdzie by wiatr nie ciągnął. Gdy takowe ciasto dobrze podejdzie ,weź drugi rondel, ażeby w niego 30 do 40 żółtków jaj świeżych wlazło, masła czysto sklarowanego, ciepłego, ale nie gorącego kwaterkę jedną.
Rozbij to mocno i nad wolnym ogniem lub też na pieczysku przez czas krótki postaw tak, ażeby się tylko żółtka rozgrzały, mieszając jak najmocniej i dając baczenie, by się z tego jajecznica nie zrobiła. Potym weź tłuczonego cukru ćwierć funta, któren przed tłuczeniem natrzesz skórą od cytryny, cynamonu za groszy trzy ;i takowy utłuczony cukier z cynamonem w żółtka wrzucisz.
Wymięszaj dobrze i to wszystko wlejesz do ciasta rozczynionego które już dobrze podeszło. Wymięszasz ciasto należycie, do którego przysypiesz jeszcze mąki garniec jeden, dobrze znowu zmięszaj, tak, żeby licząc z pierwszą kwartą mąki, wziętej do rozczynu całej masy nie było więcej jak kwart pięć. Takowe ciasto, łyżką przewracając, przykryj i postaw w ciepłym miejscu, ażeby znowu podeszło, a gdy już dobrze narośnie, weź wałek drewniany, którym pół godziny przynajmniej wybijaj to ciasto tak, ażeby najmniejszej w nim nie było krupki. W tym sposobie mając przygotowane ciasto, posypiesz stół mąką, włóż nań ciasto i wałkiem rozwałkuj kuchennym na ćwierć cala grubości i pilnuj, by na wierzchu rozwałkowanego ciasta mąki nie było. Wyrzynaj na pączki z ciasta kręgi dużą szklanką. Gdy na jednym krągu ciasta położysz powideł lub konfitur, przykryj drugim krągiem tak, ażeby zwierzchnia część krągu z spodnim się sklepiała. Gdy tak masz złożone, weź mniejszą od pierwszej szklankę i przyciśnij te już złączone krągi, będące z powidłami lub konfiturami, przez co obie połowy dobrze się z sobą zamkną czyli zlepią; i tak dalej postępuj, póki ci masa wystarczy. Takowe surowe pączki kładź na przetaku i w ciepłym postaw miejscu, uważając, aby nie przerosły .Weź potym podostatek masła, przeklaruj go dobrze, a gdy dobrze zawre, kładź w nie tyle pączków, ile się ich w jeden rząd zmieści, które w smażeniu gdy dobrze zarumienieją, wyjmuj je i składaj w naczynie, dobrze przykrywając, ażeby nie ostygły, i wydaj je na stół.

Z książki Kuchnia na sześć osób podług przepisów JP Tremona, pierwszego kuchmistrza Stanisława Augusta króla polskiego

poniedziałek, 4 lutego 2013

Startujemy z nowym projektem - ruszamy w podróż!




Zapraszamy do projektu „Podróże Pani Batowskiej” pozawarszawskie muzea z województwa mazowieckiego.
Nabór trwa do 15 lutego 2013.

Wszystko zaczęło się od XVIII wiecznej biblioteczki podróżnej hrabiny Doroty Batowskiej, przechowywanej w Łazienkach Królewskich. Jej współczesna replika wypełniona nowoczesnymi nośnikami dźwięku i obrazu będzie wędrować po muzeach na Mazowszu wraz z animatorami kultury związanymi z Łazienkami. Zapraszamy do wspólnej podróży!

W projekcie weźmie udział 5 pozawarszawskich MUZEÓW wyłonionych w otwartym naborze. W każdej z placówek odbędą się warsztaty dla DZIECI/MŁODZIEŻY (do 15 lat) z okolicznej szkoły. Zajęcia będą przenosiły w świat kultury XVIII wieku przy użyciu repliki zabytkowej biblioteczki podróżnej, wypełnionej elementami poruszającymi zmysły, z udziałem nowych technologii. Na zakończenie projektu dzieci będą zaproszone do przyjazdu do Warszawy na drugą część warsztatu w oryginalnej XVIII wiecznej scenerii Łazienek. Finałem projektu, zgodnym z ideą podróży, będzie opowieść o wizycie w Łazienkach realizowana przez dzieci w 5 miejscowościach w ramach Tygodnia Akademii Orange.

Równolegle projekt adresowany jest do MUZEALNIKÓW. W każdej z 5 placówek przeprowadzona zostanie wizyta-rekonesans, podczas której wspólnie z animatorami kultury muzealnicy określą swoje zasoby. Ich muzeum zostanie sfotografowane przez młodych fotografów, a pracownicy staną się bohaterami wywiadu dotyczącego potencjału edukacyjnego w ich ośrodku. Wezmą też udział w warsztatach z dziećmi odbywających się na terenie ich placówki. Na zakończenie projektu muzealnicy spotkają się w Warszawie na warsztatach przygotowanych specjalnie dla nich przez Muzeum Łazienki Królewskie.

Organizatorem projektu jest Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie w partnerstwie z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Fotoreporterów Sputnik. Patronatem medialnym objął nasze działania portal CzasDzieci.pl.

Projekt realizowany jest w ramach programu Akademia Orange.  

Więcej o projekcie a także formularz zgłoszenia: podrozepanibatowskiej.wordpress.com/wez-udzial-w-projekcie/
NA ZGŁOSZENIA CZEKAMY DO 15 LUTEGO 2013. 

Wszelkich informacji udzielają pracownicy Ośrodka Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie:
Agata Pietrzyk: 22 50 60 104, a.pietrzyk@lazienki-krolewskie.pl
Marzena Michałek: 22 50 60 043,
m.michalek@lazienki-krolewskie.pl

piątek, 25 stycznia 2013

Moda malowana. Niebezpieczne związki

Witajcie!
Ostatnio poświęciłam się obowiązkom studenckim ze szkodą dla "Mody malowanej" - opuściłam aż dwa tygodnie, za co bardzo Was przepraszam. Z tego samego powodu dzisiejszy tekst będzie dość krótki i pozbawiony właściwie odniesień do źródeł z epoki. Zamieszczam za to fragment filmu "Niebiezpieczne związki" z 1988 w reżyserii Stephena Frearsa. Film ten został nagrodzony kilkoma Oscarami, między innymi za najlepsze kostiumy. I właśnie ze względu na kostiumy pozwalam sobie potraktować ten fragment jako kontekst do ostatniego tekstu dotyczącego elegancji króla Stanisława Augusta. Zobaczmy jak mogła wyglądać poranna toaleta osiemnastowiecznych elegantów.



Oczywiście w powyższym fragmencie cały żmudny proces codziennego "szykowania się" przedstawiony został w skrócie - w rzeczywistości zajmował on 2-3 godziny, więc twórcy filmu musieli sporo rzeczy pominąć, a sporo tylko zasygnalizować, aby zmieścić się w dwóch minutach.  Dodam jeszcze, że noszone przez aktorów kostiumy wzorowane są na strojach z lat 50. XVIII wieku i jest to typowa moda à la francaise, w okresie swego największego rozkwitu.

A teraz omówię ów fragment krok po kroku, dorzucając do tego swoje zachwyty i wątpliwości. By zachować chronologię z filmu, omawiać będę na zmianę to, co się dzieje z markizą de Marteuil (w tej roli Glenn Close) i wicehrabią de Valmont (John Malkovich).
1. Markiza "wdzięczy się" do lustra i rozczesuje włosy. Ma na sobie szlafrok narzucony na koszulę (być może nie jest to nawet szlafrok, lecz "negliż", choć negliż wbrew nazwie powinien być zapięty i nie odsłaniać koszuli)
2. Wicehrabia budzi się. Służący przygotowuje mu kąpiel (albo bohater był niezwykle dbającym o higienę mężczyzną, albo twórcy filmu nie chcieli zszokować współczesnego odbiorcy - w osiemnastym wiku codzienne "mycie się" ograniczło się do umoczenia czubków palców w wodzie różanej, kąpieli natomiast zażwano niezwykle rzadko, najczęściej do wody dodawano wtedy specjalne ingrediencje i traktowano ją jako leczniczą bądź "dla urody")
3. Jedna służąca kończy sznurować gorset markizy, druga natomiast pokrywa jej dekolt, szyję (w domyśle także i twarz) bielidłem (zawierało ono biel ołowianą, która nie tylko była niebezpieczna dla zdrowia, ale i dla urody - skóra osiemnastowiecznej elegantki używającej na co dzień owego specyfiku prezentowała się bez niego fatalnie!)
4. Bielidło tym razem nakładane jest na twarz wicehrabiego, który najwyraźniej wygląda bez niego tak źle, iż każe podczas wykonywania makijażu zasłaniać swe oblicze chusteczką. W tym czasie inny służący zajmuje się jego paznokciami.
5. Markiza, w koszuli i gorsecie (zwróćcie proszę uwagę na to, w jaki sposób prezentuje się w nim talia i biust), pozwala założyć na siebie stelaż panier, niezbędny element stroju à la francaise - panier (zwany w Polsce "rogówką") zapewniał spódnicy odpowiednią szerokość i kształt
6. Wicehrabia wybiera odpowiednie pantofle - ubrany jest w szlafrok, noszony zwykle na spodnie culottes i koszulę (spod szlafroka pokazanego w filmie wystają koronkowe mankiety - brawa dla twórców, za uwzględnienie tego szczegółu). W zestawie odpowiadnia czapeczka, noszona zwykle zamiast peruki.
7. Jako zwieńczenie zabiegów kosmetycznych - pachnidło. Pominięto jednak fragment dotyczący układania i pudrowania włosów, oraz stosowania innych kosmetyków - barwiczki, czy czernidła.
8. Wicehrabia wybiera jedną z wielu peruk spoczywających na ozdbnych stojaczkach.
9. Ubieranie markizy w suknię à la francaise. Służące zaszywają suknię na swej pani, przyszywając brzegi otwartego z przodu stanika do bawetu (ozdobnej trójkątnej wstawki, przyszywanej do gorsetu) - dokładnie tak jak czyniono to w osiemnastym wieku.
10. Pudrowanie peruki wicehrabiego z wykorzystaniem specjalnej, stożkowatej maseczki, uwielbianej wprost przez twórców rysunków satyrycznych. Dlaczego jednak bohater jest już całkiem ubrany? W osiemnastym wieku nikt by do tego nie dopuścił - przecież puder mógłby mu pobrudzić jego pięknie haftowany habit à la francaise!
11. Dzieło skończone - możemy podziwiać bardzo udane kostiumy wicehrabiego de Valmont i markizy de Marteuil w całej okazałości.

To tyle na dziś. Ciekawe czy toaleta Stanisława Augusta wyglądała podobnie? Cóż, tego się nie dowiemy, chyba, że ktoś wymyśli sposób na podróżowanie w czasie. Do tego czasu pozostaje nam tylko zdać się na źródła historyczne i własną wyobraźnię, ewentualnie wyobraźnie filmowców, dzięki której często potrafią oni stworzyć bardzo efektowną i realistyczną wizję dawnych epok.

tekst: Zofia Jusiak

środa, 9 stycznia 2013

Skala odcieni szarości

"Inspirujące spotkania" rozpoczęliśmy w 2013 roku od zmierzenia się z zimowym brakiem kolorów. Okazuje się, że na plener nie trzeba nawet wychodzić na mróz - wystarczy widok z okna, szczególnie w Łazienkach!
 
Niemożliwe było jednak całkowite wyzbycie się kolorów. Odłożone na moment wróciły ze zdwojoną siłą i na wielką skalę. 

Seniorów, którzy chcą dołączyć do naszych warsztatów zapraszamy już 23 stycznia do Łazienek! Więcej szczegółów znajdą Państwo tutaj




sobota, 5 stycznia 2013

Moda malowana. Królewska elegancja

Witajcie!
Tydzień temu wspominałam o tym, jak zagorzałym zwolennikiem stroju cudzoziemskiego był Stanisław August. Dzisiejszy post poświęcony będzie właściwie wyłącznie osobie króla, a konkretnie jego powierzchowności i "modowym" zwyczajom. I tutaj znów posłużę się relacjami cudzoziemców odwiedzających Polskę, zebranymi przez Wacława Zawadzkiego.
Zanim przejdę do kwestii stroju, muszę wspomnieć co nieco o cechach fizycznych Stanisława Augusta. Jego twarz oglądać możemy na licznych portretach, ale nie należy darzyć ich szczególnym zaufaniem w tej kwestii - król wolał podobno wizerunki piękne niż realistyczne. Nie znaczy to jednak, że król nie grzeszył urodą. Być może nie odpowiadał w pełni ówczesnym kanonom piękna, jednak większość relacji jest zgodna co do tego, że powierzchowność jego była dość przyjemna. Jacques - Henri Bernardin de Saint-Pierre w 1764 roku pisał, że król ma szlachetną postać, twarz bladą, orli nos, wyraziste rysy, oczy ciemne, o pięknym wykroju, lecz nieco skośne. Podobny opis, tym razem z roku 1778, możemy znaleźć u Williama Cox'a: król polski jest przystojnym mężczyzną o bardzo wyrazistej twarzy, ciemnej cerze, rzymskim nosie i przenikliwym spojrzeniu(...). Najczęściej wskazywanymi niedoskonałościami króla były krótkie nogi, skłonność do tycia i kiepski wzrok. Sam Stanisław August miał zresztą świadomość swoich mankamentów - zawarł je bowiem w autocharakterystyce z 1756, którą przywołał w pisanym pod koniec życia pamiętniku. Brzmiała ona tak: Byłbym zadowolony ze swego wyglądu, gdybym był o jeden cal wyższy, miał nogę kształtniejszą, nos mniej orli, biodra niższe, wzrok bystrzejszy i wydatniejsze zęby.
Nie znaczy to, abym myślał, że z takiemi poprawkami stałbym się bardzo pięknym, lecz że nie pragnąłbym niczego więcej, bo zdaniem mojem mam twarz szlachetną i bardzo znaczącą, ruchy doborowego towarzystwa i cale ułożenie wyróżniające mnie dosyć od innych, abym
wszędzie zwracał na siebie uwagę. Z powodu krótkiego wzroku wydaję się jednak często ponurym i zakłopotanym; ale to nie trwa nad chwilę, a gdy raz minie, miewam raczej zbyt dumną i zaufaną w sobie postawę.    
Cóż, uroda zawsze jest rzeczą dyskusyjną. Mniej wątpliwości budzi zazwyczaj elegancja i dbałość o wygląd. A więc Stanisław August był bez wątpienia mężczyzną zadbanym, eleganckim i modnym, nie tylko w młodości. Oto jak opisał sześćdziesięciojednoletniego króla Fryderyk Schulz: Stanisław nosi zwykle mundur niebieski z czerwonymi wyłogami, rzadziej zielony, a najrzadziej mundur dworski biały z wyłogami czerwonymi. Jeden lub dwa ordery uzupełniają ubranie.(...) Włosy nosi zawsze bardzo starannie ufryzowane i obficie upudrowane. Na ubieranie się potrzebuje dwóch godzin. Ale gdy się ubierze, najwprawniejsze oko nie dostrzeże nic w stroju do zarzucenia. Całe dwie godziny - z naszej perspektywy to niewyobrażalne, żeby mężczyzna szykował się do wyjścia tyle czasu. W dodatku na to, by król prezentował się bez zarzutu, pracował cały sztab ludzi - od fryzjerów i krawców, po zwykłych służących. Podział ról mógłby nieco przespieszyć sprawę. Przypuszczam jednak, że to właśnie odpowiednie ułożenie fryzury mogło trwać tak długo. Warto zaznaczyć, że w przeciwieństwie do wielu sobie współczesnych, Stanisław August nie nosił peruki. Jego naturalne włosy były na tyle bujne, że można był z powodzeniem ułożyć je chociażby w "gołębie skrzydła", a to wymagało skręcenia włosów w pukle za pomocą specjalnego żelazka i bardzo dużej ilości pudru...
    Nie udało mi się niestety dotrzeć do innych, nieco bardziej szczegółowych opisów strojów króla. Wydaje mi się jednak, że najlepszym źródłem, wskazującym na jego upodobania są liczne portrety, pokazujące monarchę w przeróżnych stylizacjach - od stroju domowego, przez ubiory galowe i mundury, aż po kostiumy karnawałowe i historyzujące szaty. A Wam, która z nich podoba się najbardziej? 



tekst: Zosia Jusiak

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy rok wykładowy rozpoczęty


W atmosferze prawie wiosennych roztopów rozpoczęliśmy nowy rok wykładowy dla Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Mgr Krystyna Stasiak przybliżała postać Stanisława Herakliusza Lubomirskiego i założenia jego Łaźni. 
Na widowni Teatru Stanisławowskiego - komplet. Oby tak było przez cały 2013 rok!





piątek, 21 grudnia 2012

Moda malowana. Koniec sporów?

Witajcie!
Jak  już wcześniej zapowiedziałam, dziś zajmiemy się renesansem męskiego ubioru narodowego na przełomie lat 80. i 90. Zostawiłam was z pytaniem: z jakim wydarzeniem ten nagły powrót do tradycji się wiązał? Jeśli uznaliście, że chodzi o Sejm Wielki (1888-1892) to mieliście rację. Gratuluję!
Sejmowi Wielkiemu towarzyszyła atmosfera patriotyzmu, nadziei i swojskości. Pod jej wpływem odżył dawny staropolski patriotyzm, przybrano dawne stroje, młodzież polska zrzuciła fraki, przybrała żupany, kontusze i czamary, wynalazły się starożytne korale, lite pasy i czapki kwadratowe z zielonego aksamitu (urywek wspomnień Józefa Rulikowskiego wybrany z obszerniejszego rękopisu (1731-1792), t.2.). W tej wyjątkowej sytuacji, udało się niektórym połączyć postawę reformatorską (stereotypowo wiązaną ze strojem cudzoziemskim) ze strojem kontuszowym.
Ideał oświeconego, a zarazem wiernego tradycji, patrioty był ucieleśnieniem marzeń wielu, „frakowych” najczęściej, reformatorów polskiego oświecenia. Nie deprecjonowali oni ubioru narodowego jako takiego – chodziło raczej o prezentowane przez jego zwolenników negatywne postawy. O trwającym w środowisku twórców oświeceniowych szacunku wobec narodowego ubioru świadczy powstały w tym okresie dramat pt. "Powrót posła" Juliana Ursyna Niemcewicza. Autor (sam figurujący na portretach w strojach cudzoziemskich) wyraźnie oddzielił anachroniczne, konserwatywne przekonania od faktu noszenia ubioru narodowego. Rzecz dzieje się w roku 1790. Tytułowy poseł,Walery, powraca do domu z obrad Sejmu Wielkiego. Poświęca się on pracy na rzecz państwa, jest poważny, wykształcony i… nosi ubiór narodowy. Podobną postawę prezentuje jego ojciec – Podkomorzy. W dramacie występuje także Starosta Gadulski – ucieleśnienie wad szlacheckich – ubrany rzecz jasna w strój narodowy, oraz krytykująca go żona - Starościna – karykatura egzaltowanej modnisi. Powracający z zagranicy Szarmancki, to z kolei najgorszego rodzaju fircyk, rozrzutny, pazerny i próżny hedonista, ślepo podążający za cudzoziemskimi trendami. Szarmancki próbuje zdobyć serce, czy może raczej posag Teresy - skromnej i dobrej córki Starosty Gadulskiego. Teresa wybiera jednak Walerego – młodzieńca oświeconego i wiernego tradycji.  

B. Plersch

Nie tylko w „Powrocie posła” dostrzec możemy pełne spektrum postaw wyrażanych poprzez ubiór. Modowy misz-masz jaki panował tym czasie w polskim społeczeństwie, uwieczniony został na pięknych, iluzjonistycznych malowidłach zdobiących wnętrze Teatru Stanisławowskiego w Starej Pomarańczarni. Malowidła te, autorstwa najprawdopodobniej Jana Bogumiła Plerscha, przedstawiają loże i zasiadających w nich widzów. Są one niezwykle ciekawe z kostiumologicznego punkty widzenia, bowiem w sposób bardzo realistyczne przedstawiają stroje i fryzury jakie noszono w Warszawie końca lat 80. XVIII wieku. Pięknym damom, ubranym w stylu angielskim, towarzyszą zarówno modni panowie we frakach jak i zwolennicy tradycji – w kontuszach. Ciekawe jest to, w jaki sposób przedstawieni widzowie ze sobą obcują – nie widać tu żadnych konfliktów – „frakowi” i „kontuszowi” w zgodzie zasiadają we wspólnych lożach, uśmiechają się do siebie i rozmawiają. Czy malowidła te odzwierciedlają atmosferę jaka panowała w przededniu Sejmu Wielkiego, czy może są tylko chwytem propagandowym, ilustrującym dążenia ówczesnych reformatorów?
B. Plersch

Z tym pytaniem Was zostawiam, Kochani Czytelnicy, do następnego wpisu, który pojawi się w roku 2013! Kończąc, życzę Wam zdrowych, radosnych i rodzinnych świąt – oby przy Waszych świątecznych stołach panowała atmosfera tak wspaniała, jak ta na malowidłach Plerscha!
tekst: Zofia Jusiak



piątek, 7 grudnia 2012

Moda malowana: Tradycja czy nowoczesność?

Witajcie!
Tydzień temu próbowaliśmy wyobrazić sobie ubiór polskiej elegantki na podstawie relacji cudzoziemców odwiedzających Polskę w czasach stanisławowskich. Dzisiaj przyjrzymy się modzie męskiej z tego samego okresu, a posłużą nam różne relacje z epoki.

Jak pamiętacie, jeszcze w pierwszej połowie osiemnastego wieku większość panów nosiła się "po polsku", nieliczni jednak przejmowali modę francuską (zwaną w Polsce "niemiecką", bo przywędrowała do nas z Saksonii razem z władcami z dynastii Wettinów). Jednak jeszcze za panowania Augusta III zwolennicy ubioru cudzoziemskiego byli na tyle nieliczni, że stanowili w środowisku szlacheckim niemałą sensację i spotykali się z dość gwałtowną reakcją tzw. "kontuszowych". Jak pisał w swoim słynnym "Opisie obyczajów za panowania Augusta III" ksiądz Jędrze Kitowicz:  (...) w niejednej kompanii, mianowicie na sejmikach, tym polskim Niemcom fałdów przetrzepano jedynie z przyczyny stroju, na który krzywo patrzyli sektatorowie polskiej sukni. Strój cudzoziemski nie oznaczał bowiem w pojęciu przeciętnego szlachcica jedynie odmiennych upodobań estetycznych, lecz także zniewieściałość, brak patriotyzmu, zdradę demokracji szlacheckiej i zupełne oddalenie się od ideału Sarmaty.



Stanisław August w stroju koronacyjnym



Jakże wzburzeni musieli być modowi tradycjonaliści, gdy na tron wstąpił Stanisław August Poniatowski! Nawet jego strój koronacyjny nie zawierał ani jednego elementu narodowego, nie mówiąc już o tym, że był pierwszym władcą, który z powodzeniem unikał stroju polskiego. Gdy opinia szlachecka usiłowała go zmusić do przywdziania kontusza, ten wykręcił się... zaświadczeniem lekarskim (choroba miednicy miała królowi uniemożliwiać noszenie ciężkiego ubioru narodowego). Podobny stosunek do tradycji wykazywali panowie z rodziny i najbliższego otoczenia Stanisława Augusta. Oto przykłady:



Kazimierz Poniatowski herbu Ciołek



Stanisław Poniatowski syn Kazimierza

Dla jednych sposób ubierania się "elity" był absolutnie skandaliczny, innym zaś podobał się do tego stopnia, że postanowili go naśladować. Już w pierwszych latach jego panowania liczba zwolenników ubioru cudzoziemskiego znacznie wzrosła - było to szczególnie widoczne w Warszawie, gdzie przechodzień w polskim stroju wyglądałby (...) na cudzoziemca (jak notował w 1777 roku Hubert Vautrin*). W innych miastach jednak, na przykład w Krakowie i Lublinie, stroje zachodnioeuropejskie jeszcze długo pozostawały rzadkością, podobnie na prowincji, gdzie jedynie niektórzy magnaci porzucali strój polski, podczas gdy ich otoczenie wciąż przy nim trwało. 

W latach osiemdziesiątych jednak zwolenników nowej mody przybywało, i mało kto z młodego pokolenia trwał przy tradycji przodków. Być może wiązało się to z anglomanią i popularyzacją ubiorów w stylu angielskim - wygodnych, praktycznych i prostych. Wśród nich był frak - główny chyba sprawca upadku stroju narodowego. Frak był o wiele tańszy niż ubiór kontuszowy - do jego uszycia potrzebne były mniej więcej 3 metry tkaniny, nie zaś 18 (!). Z drugiej strony frakowi nie sposób było zarzucić charakteru "niewieściego", przypisywanego pięknie haftowanemu, pastelowemu "habit a la francaise". Wyjście idealne, prawda?

Okazuje się, że jednak nie. Po pierwsze, znaleźli się i tacy, co i na fraku nie zostawiali suchej nitki. Po drugie, okres największej popularności fraka został dość gwałtownie rozbity na dwie części przez...nagły "renesans" stroju narodowego, który nastąpił na przełomie lat 80. i 90. XVIII wieku Co prawda będziemy się nim zajmować za tydzień, ale na sam koniec zadam Wam małą zagadkę: czy domyślacie się, jakie wydarzenie skłoniło młode pokolenie do krótkotrwałego entuzjazmu w stosunku do tradycji przodków? Zachęcam do komentowania!

tekst Zosia Jusiak
*"Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców"

czwartek, 6 grudnia 2012

Monotypia w domowym wydaniu


W ramach cyklu "Inspirujące spotkania" rzuciliśmy wyzwanie MONOTYPII. Wystarczy przygotować koszulkę do segregatora i farby akrylowe, żeby otworzyć własną pracownię!